Ludzie to hieny.
Nie znają umiaru, poczucia dobrego
smaku, ani jakichkolwiek zasad moralnych. Aby zaspokoić swoje ego i
podnieść poczucie własnej wartości potrafią obsmarować Cie w każdym
momencie. Nie ważne czy jesteś winna ich niepowodzeń czy tylko nawinęłaś
się gdzieś "po drodze". Ale po kolei...
Wybrałam się ostatnio do
jednej z bardzo znanych drogerii w celu kupienie szamponu. Nic
szczególnego, każdy używa i wie jaka to prozaiczna czynność. Nie
rozwodząc się nad tym przechodzę do setna. W kolejce przy kasie stała
przede mną Pani. Niewysoka, ok 40-tki, dobrze ubrana, włosy ułożone-
obstawiam, że pracuje w jakiejś korporacji. Owa Kobieta była z córką (
myślę, że miała z 10, może 12 lat). Miały dość duże zakupy więc, ja żeby
zabić czas oglądałam akurat gazetkę reklamową danego sklepu. Nic
ambitnego.
Jakie było moje zaskoczenie i zażenowanie, gdy nagle usłyszałam rozmowę owej Pani z ekspedientką.
-Może skusiłaby się Pani na krem ( firmy krzak) do cery trądzikowej, ponieważ mamy akurat go w promocji, jedyne 10 zł.?
- Nie dziękuję, nie potrzebuje takiego specyfiku, ale niech Pani zapyta Tej Pani za mną. Jej się napewno przyda....!!-
dodała z takim pretensjonalnym podtekstem w głosie, że chyba starsza
pani na końcu drogerii, którą ledwo co słyszy, zrozumiała o co chodzi.
Ja umarłam.
Pani obsługująca przy kasie poczuła się chyba, jeszcze bardziej zażenowana niż ja.
Pomyślałam,
co za jędza! Ale byłam tak zaszokowana zaistniałą sytuacją i tym co
przed chwila usłyszałam - jakby mi ktoś przywalił w tył głowy, ja
upadłam i nie potrafiła bym się podnieść.
Pani, ze słuszną dla
siebie gracją wyszła ze sklepu, ciągnąc gdzieś za sobą dziecko, które
nie oderwało ode mnie wzroku. Widocznie je to też bawiło. Bawiło to jak
leżę i stękam, przygnieciona tą całą sytuacja i bezczelną uwagą jej
wzoru ( jakim bez wątpienia jest dla niej mama).
Po kilku sekundach dotarło do mnie co się przed chwilą wydarzyło.
Pani
przy kasie bardzo mnie przepraszała i zapierała się, że nie było jej
celem mnie urazić, jedynie wykonuje swoja pracę. Ale, mi nawet przez
chwile nie przyszło do głowy,żeby ją obwiniać, bo za co? Uświadomiłam
jej, że to nie Ona powinna się wstydzić anie ja ( choć moja cera nie
jest idealna i nigdy nie była- ale to historia na jakąś powieść
pięciuset stronicową minimum...;p) tylko ta kobieta. Nie chodzi nawet o
Nią, ani o wylane na mnie pomyje, tylko o przykład jaki daje swojemu
dziecku. Nie życzę jej źle, ale za dwa może trzy lata zobaczy jak to
jest, gdy jej dziecko przyjdzie do niej z tym problemem i ciekawa jestem
co jej wtedy powie.
